Main Menu

Cześć!!! Giniemy!!!

Dziewiąty maja 1987 roku to jedna z najtragiczniejszych dat w historii powojennej Polski. Data, która zapisała się także w pamięci mieszkańców Powiatu Piaseczyńskiego. Jutro 32. rocznica.

Kilkaset metrów od skraju Lasu Kabackiego na wysokości miejscowości Kierszek o godzinie 11:12:13 doszło do jednej z najtragiczniejszych katastrof lotniczych w historii Polski. Samolot IŁ– 62M, należący do Polskich Linii Lotniczych LOT, w czasie lotu nr LO 5055 na trasie Warszawa–Nowy Jork, w trakcie podchodzenia do lądowania awaryjnego, po awarii silników, roztrzaskał się z prędkością ponad 460km/h o drzewa Lasu Kabackiego. Doszło do tego zaledwie kilkaset metrów od najbliższych zabudowań i 6 kilometrów od pasa startowego.

Miało być jak zawsze

O godzinie 10.18 wystartował z lotniska Okęcie. Jego załogę stanowiła doświadczona kadra. Zygmunt Pawlaczyk, będący kapitanem, wylatał ogółem 19 745 godzin. Na samolotach Ił–62 5542 godziny, a jako dowódca samolotu Ił–62 i Ił–62M od 11 maja 1978 roku wylatał 3725 godzin. W sumie w powietrzu pokonał ponad 10 mln km. Resztę załogi stanowili także bardzo doświadczeni lotnicy i obsługa. W 23 minucie lotu na wysokości miejscowości Warlubie doszło do dekompresji kadłuba oraz utraty dwóch silników. Załoga zgłosiła sytuację awaryjną, po rozpoznaniu możliwości lądowania na innych lotniskach, uszkodzonym samolotem, o zmniejszonej nośności i z awarią sterów rozpoczęła lot w kierunku lotniska Okęcie. Kontrola ruchu lotniczego skierowała samolot na Piaseczno. O godz. 11:04 w zbiornikach samolotu było jeszcze około 35 ton paliwa. W tym czasie na pokładzie załoga miała problem z szalejącym pożarem i coraz większe problemy ze sterowaniem samolotem. Awarii uległy przy rządy utrzymujące pułap, przez co samolot stał się niesterowny. O godzinie 11:12:13 samolot uderzył w powierzchnię ziemi kosząc ponad 400m lasu. Ostatnie słowa z pokładu brzmiały – Dobranoc! Do widzenia! Cześć! Giniemy! Śmierć poniosły wszystkie przebywające na pokładzie osoby, których wraz załogą było 183. Śledztwo wykazało że przyczyną katastrofy była wada konstrukcyjna silników.

Czarna smuga

Widok ciemnych spalin wydobywających się z silników nie był niczym dziwnym gdyż w tym czasie większość latających maszyn stanowiły radzieckie paliwożerne konstrukcje. Jednak odgłos maszyny i ilość dymu z powodu pożaru, była w tym przypadku szczególnie widoczna dla obserwatorów na ziemi. Przelot samolotu SP–LBG Tadeusz Kościuszko, na pokładzie którego szalał pożar zauważyło wielu mieszkańców Piaseczna i okolic. Szczególnie dobrze zapamiętały go będący wtedy dziećmi mieszkańcy Żabieńca stojący przed salą katechetyczną. Była sobota, czekaliśmy na otwarcie sali, zwróciliśmy uwagę na ten lot. Pamiętam gdy przyszedłem do domu, w kuchni siedział mój dziadek i rodzice, słuchali radia, mama powiedziała mi, że spadł samolot i zginęło bardzo dużo ludzi, w ciszy słuchaliśmy jak wyczytywano nazwiska, skojarzyłem fakt, że to ten samolot.

Straszliwy huk

Mieszkańcy najbliższej okolicy jako jedni z pierwszych byli na miejscu tragedii. Obraz, który zastali u wielu z nich po tylu latach powoduje atak płaczu. Robiąc fotografię na miejscu spotkałem starszą Panią, która przyszła pomodlić się przy krzyżu postawionym na miejscu katastrofy. Przychodzę tu jak tylko mogę, byłam też wtedy, to co widziałam prześladuje mnie we snach. Najgorszemu wrogowi nie życzę takich wspomnień, taki straszny huk, ryk, a potem strzelanie ognia, wszędzie części ciał – powiedziała wycierając oczy w chusteczkę. Dla wielu osób to po prostu katastrofa, wypadek znają tylko z historii. Codziennie obok pomnika przebiega setki osób, wielu z nich było zbyt młodych aby to pamiętać. Co jakiś czas pojawiają się kwiaty, niestety zapalanie zniczy w lesie jest niebezpieczne. Ludzie po jakimś czasie zapominają, nawet coraz mniej bliskich tu bywa. Jeszcze parę lat temu to miejsce było oblegane. Teraz Pan patrzy, kilka starych kwiatów, niedługo rocznica i trochę tu się zmieni, wie Pan to już tyle lat. Ale pamiętam wszystko jakby to było dziś – dodała zamyślona. Strażacy nie mieli wystarczającej ilości sprzętu, a było ich bardzo dużo – chyba ze wszystkich okolicznych miejscowości, milicja, setki ludzi i chaos – powiedziała opierając się o leszczynowy kij. W akcji ratunkowej uczestniczyły 44 sekcje gaśnicze i 195 strażaków, zalesienie, pożar i obszar katastrofy utrudniały działania. Mimo to, około godziny dwunastej pożary ugaszono. Sporo okolicznych mieszkańców przez lata się wyprowadziło. Pozostało niewielu, którzy to pamiętają, a i oni nie chcą opowiadać bo to boli, a i przez lata różne głupoty ludzie wymyślali.

Pan napisze w tej gazecie żeby nawet jak tu ludzie biegają to czasem aby się zatrzymali i pomodlili. Ale zdjęć Pan mi nie robi – kiedyś to tu codziennie byli tacy co o coś się pytali, zdjęcia robili – teraz mało. Do widzenia – powiedziała kobieta i udała się w kierunku ul. Działkowej. Miejsce w którym doszło do katastrofy obsadzono lasem, lecz nawet po tylu latach drzewa nie zdołały zasłonić wielkiej rany. Nadal widoczny jest obszar tej strasznej pożogi.

Po latach

Po 32 latach, w tym miejscu panuje cisza. Pamiątkowa tablica postawiona ku pamięci przypomina o tej wielkiej tragedii. Budząca się po zimie przyroda ukazuje niezmienne prawa natury. Życie i śmierć. Na zgliszczach z mozołem natura stara się zatrzeć ślady. Po tylu latach jednak przychodzą tu zwykli ludzie, pamiętający o tym że Ci, którzy tu zginęli także byli zwykłymi ludźmi, mieli swoje rodziny, problemy, marzenia. Wszystko w jednej chwili przestało mieć znaczenie. Pamiętajmy o takich miejscach, nie tylko w rocznice.

Kamil Korbik

CZEŚĆ!!! GINIEMY!!! – Kamil Korbik – Przegląd Piaseczyński NR 6(1) 8 MAJA 2013 s. 7




Comments

comments






Comments are Closed